Forum o życiu monastycznym

Zakony benedyktyńskie, Pustelnicze, duchowość monastyczna

#16 2009-02-08 21:39:00

schola

Użytkownik

Skąd: Bielany
Zarejestrowany: 2009-01-08
Posty: 90

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

Brat Horhe napisał:

1. Cisza - zgadzam się w pełni. To brzęczenie, tym bardziej, że nieświadome gra nam na nerwach

W ciekawej książce "Odnaleźć schronienie" Ch. Jaminson'a OSB pisze dokładnie o tym, że nieprzerwany "zgiełk" stwarza napięcie. Cisza traktowana jest jak coś negatywnego, tym czasem istnieje potrzeba w odnalezieniu pozytwnej ciszy, ciszy wewnętrznej i tu wracam do tego co pisałam w wątku innym, że trzeba to po prostu zacząć stosować samemu.


Brat Horhe napisał:

Są wskazówki Watykanu, schola napisała, aby nie być świętszym od Papieża.

Wolałabym, żebyś nie cytował moich słów w innym wątku niż tego dotyczyły, ponieważ w tym kontekście nie mają uzasanienia. Przynajmniej moją intencją nie było i nie jest polemizować z decyzjami Watykanu.

Wracając do gestów znaku pokoju, to nie jestm zwolenniczką obściskiwania się w kościele w tym momencie, ale ponieważ codziennie uczestniczę w Mszy św. u Jezuitów i gromadzi się na niej garstka ok 20 osób, to jest nam wszystkim zawsze miło, że choć się nie znamy, a widujemy się codziennie rano, możemy sobie jeszcze podać rękę w geście takiej jedności. Nie widzę w tym nic złego, tym bardziej, że przy ołtarzu najczęściej stoi kapłan sam, bez asysty.


Biegnijcie, dopóki macie światłość życia!

Offline

 

#17 2009-02-15 19:37:26

orygenes

Użytkownik

Skąd: z domu Bożego
Zarejestrowany: 2008-12-16
Posty: 57
WWW

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

schola napisał:

Wracając do gestów znaku pokoju,

Benedyktyni (my) mamy dokładnie opisane, jak sobie przekazywać znak pokoju,
nie chodzi więc o "obściskiwanie się",
jeżeli chodzi o przygotowanie wiernych do mszy, o czym wcześniej,
bracia z Tyńca od 1939 roku uczyli parafian śpiewów mszalnych (po łacinie), ludzie więc znają to od pokoleń,


...wspinam się ku Temu, co trwa wiecznie...

Offline

 

#18 2009-02-15 21:53:19

schola

Użytkownik

Skąd: Bielany
Zarejestrowany: 2009-01-08
Posty: 90

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

Orygenesie, nie miałam na myśli wspólnoty benedyktynów pisząc o "obściskiwaniu się" podczas znaku pokoju, a raczj o wiernych, co czasem się zdarza np. we wspólnotach neokatechumenalnych.
Zacytuję siebie, żeby to udowodnić :

schola napisał:

Także „znak pokoju” jest przekazywany w całej wspólnocie benedyktyńskiej. To akurat wygląda pięknie, jak znak pokoju płynie od głównego celebransa do ostatniego brata.

Mam nadzieję, że teraz to jest zrozumiałe, o czym pisałam.

A co do śpiewów, to teraz rozumiem, dlaczego wierni nie potrzebują książeczek z nutami


Biegnijcie, dopóki macie światłość życia!

Offline

 

#19 2009-02-19 20:33:57

L'organiste

Administrator

Skąd: diec. przemyska
Zarejestrowany: 2006-12-04
Posty: 103

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

Brat Horhe napisał:

Mnie odpowiada (nadzwyczajna)forma RYTU RZYMSKIEGO, gdzie kapłan przekazuje za nas znak pokoju ministrantowi.

Pudło. Kapłan przekazuje znak pokoju diakonowi (a i to nie zawsze), a gdy go brak, po prostu opuszcza się ten obrzęd.

orygenes napisał:

bracia z Tyńca od 1939 roku uczyli parafian śpiewów mszalnych (po łacinie), ludzie więc znają to od pokoleń

I to tylko potwierdza moją tezę, że jeśli tylko by tym, od których zależy wygląd parafialnej liturgii chciało się włożyć odrobinę serca w to, jak ona będzie wyglądała, ani chorał gregoriański ani inne rodzaje śpiewu ani uroczystszy charakter celebracji ani odpowiednie wyszkolenie ministrantów itd. nie miałyby szansy stanowić wymówki odnośnie liturgicznej bylejakości. Wystarczy tylko chcieć, a nie wymawiać się, że ludzie nie rozumieją...


UIOGD!

Offline

 

#20 2009-02-24 15:14:24

Brat Horhe

Użytkownik

Skąd: Centrum
Zarejestrowany: 2009-02-07
Posty: 83

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

L'organiste napisał:

Pudło. Kapłan przekazuje znak pokoju diakonowi (a i to nie zawsze), a gdy go brak, po prostu opuszcza się ten obrzęd.

Mszał Missale Romanum promulgowany przez bł. Jana XXIII z 1962 R. P.
Części stałe, "ŁAMANIE POSTACI CHLEBA"
V: Pax + Domini sit + semper vobiscum.
R: Et cum spiritu tuo.


Mnie się o to rozchodziło. Ale faktycznie znaku brak. Jest natomiast ustne przekazanie pokoju. Biorąc informację związaną z gnostycką herezją - nie podawanie ręki jest bezpieczniejsze.

Offline

 

#21 2009-03-29 11:33:14

:-)

Gość

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

miałam okazję byc w Tyńcu i właśnie było bardzo wieli turystów i to mnie zraziło, ponieważ też duchowośc karmelitańska jest mi bardzo bliska to Czerna przemawia do mnie bardziej.

 

#22 2009-05-10 14:40:12

 michal

Administrator

Zarejestrowany: 2006-12-06
Posty: 102

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

Znam i Czernę i Tyniec. Uważam, że oba klasztory mają podobny współczynnik ilości turystów do monastycznej ciszy. Do Czernej też przyjeżdżają ciągle autobusy pelne turystów. Ponadto co jakiś czas klasztorną ciszę zakłócają odstrzały w pobliskim kamieniołomie.

Offline

 

#23 2009-06-25 20:09:36

zdruzgotany

Gość

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

A oto moje wrażenia z pobytu - całkowicie przypadkowego związanego z wypadkiem losowym jaki mieliśmy dnia 24.06.2009. Jeśli ktoś chce poznać szczegóły proszę o kontakt


Szczęść Boże,

Proszę o przekazanie mojego maila ojcu Stanisławowi:

Dzień dobry ojcze mijają właśnie 24 godziny odkąd dzwoniliśmy zmoknięci wraz z koleżanką do bram klasztoru prosząc o pomoc w związku z zepsutym samochodem. Słowa ojca -  cytuję:  "jakoś nie wierzę", "ale jest pierwsza w nocy", "czekajcie w samochodzie może ktoś od nas przyjdzie"  na zawsze zapadną w naszej pamięci i sprawią, że przez takich ludzi jak pan klasztor będzie nam się kojarzyć z ludzką obojętnością, brakiem wyrozumiałości i chęci pomocy.

Pozdrawiam serdecznie i życzę, mając na uwadze dobro sympatyków klasztoru, żeby nigdy nie spotkali na swojej drodze takiej osoby.

Na koniec polecam cytat z Waszej strony głównej:


Wszystkich przychodzacych do klasztoru gosci nalezy przyjmowac jak Chrystusa, gdyz On sam powie: Gosciem bylem i przyjeliscie mnie. Wszystkim trzeba tez okazywac nalezny szacunek, a zwlaszcza zas braciom w wierze oraz pielgrzymom. (Regula sw.Benedykta: 53,1-2)

 

#24 2009-07-01 18:05:59

Kuba

Gość

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

Witam.Racja ja też się kiedyś z tym spotkałem>pojechałem do Tyńca i miałem nadzieję,że potraktowano mnie przepraszam za kolokwialne określenie przysłowiowego :"śmiecia".Był wieczór ja już nie miałem wielu pieniędzy na nawet najgorszy hotel i powiedziano mi że niestety noclegów nie ma.Jak odchodziłem widziałem,że ojcowie przyjmowali za to innych bardziej zamożnych tych którzy przyjechali samochodami
traktowali ich z szacunkiem a do mnie jak do jakiegoś prostaka.Tak to odebrałem.

 

#25 2009-11-15 22:10:16

 michal

Administrator

Zarejestrowany: 2006-12-06
Posty: 102

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

Może ci, którzy przyjechali później mieli zarezerwowane miejsca, których zabrakło dla Ciebie. Przy takim założeniu (które jest bardzo prawdopodobne), kryterium jest nie zamożnośc, szlachectwo, upodobanie a zwyczajnie kolejnośc rezerwacji miejsc...

Offline

 

#26 2010-03-24 20:46:03

Longinus

Użytkownik

Zarejestrowany: 2010-03-24
Posty: 2

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

W dniach 25-27 stycznia 2010 byłem gościem u Benedyktynów w Biskupowie. Niedawno założona wspólnota. Jest filią opactwa Tynieckiego, ale powowlutku usamodzielnia się. Obecnie składa się z około 10 zakonników. Niska średnia wieku. Gościnność, otwartość i braterska miłość budują bardzo ciepłą atmosferę. Można się poczuć jakby się było u siebie w domu. Goście mogą zamieszkać na kilka dni w budynku przeznaczonym specjalnie dla nich w pełni włączając się w program życia braci a więc wspólne modlitwy, pracę, posiłki itp. Klasztor nie prowadzi parafii, więc tutejsi Benedyktyni mogą się skupić wyłącznie na kontemplacji. Bardzo podobało to to, że nie było żadnej określonej sumy pieniężnej, którą mi z góry nakazano do zapłacenia. Każdy daje tyle ile może, po prostu wsadza do skarbonki. Umówiłem się na konkretny czas pobytu, dlatego, że trzeba było ogrzewać dom gości a wtedy mieli też przyjechać inni goście. Goście nie przyjechali i byłem sam w całym dużym domu. Kochany brat Damian co dwie godziny przychodził i dokładał do pieca centralnego, żeby było nagrzane, nawet o 22 przychodził. Jeżeli chodzi o ten fragment reguły św.Benedykta „Wszystkich przychodzących do klasztoru gości należy przyjmować jak Chrystusa” to tutaj mogę przyznać że naprawdę przyjęli mnie bardzo dobrze. Cisza i izolacja od hałasów tego świata również na wysokim poziomie. Chociaż nie wiem jak jest w innych porach roku ponoć przez klasztor rocznie przewija się około tysiąc osób.

Był ktoś u Benedyktynów w Lubiniu? Albo u Cystersów w Jedrzejowie?

Offline

 

#27 2010-03-25 23:20:12

 michal

Administrator

Zarejestrowany: 2006-12-06
Posty: 102

Re: Moja wizyta w klasztorze benedyktyńskim

Drogi Longinusie!

Serdecznie witam na forum. Mam nadzieję, że mile będzie sięnam gawędziło.

W Jędrzejowie jest nasz ojciec założyciel (l'organiste) i z jego relacji wynika, że w Opactwie Jędrzejowskim dzieje się wcale nieźle. Klasztor ten chwali się za, rzadko spotykaną dziś u cystersów równowagę między kontemplacją a aktywnością.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
benedictus.pun.pl busy Stuttgart